Ręce myj, ręce myj

Zobaczcie co mama znalazła w internetach!

http://mommiesofmiracles.com/product/kinder-reminder-cards/

Chyba będzie trzeba na własny użytek takie zrobić:) Bo tak nie wiele trzeba żebym znów była chora! ;-(
A wielu  zapomina o tym!!! A tak niewiele czasami trzeba – wystarczy pomyśleć!!

Na razie mama plakat na drzwi chce mi powiesić o podobnej treści! A co trochę ludzi tu u nas się kręci i dojdą nowi…

Parujące smoki czyli urodzin ciąg dalszy ;-)

A my świętujemy dalej 😉
No może dziś już nie bo ile można ale wczoraj jeszcze tak!
Bo wczoraj pan kurier przyniósł mi cudowny prezent!

Sami zobaczcie:

Mój nowy magiczny smok 😉

Czy wy wiecie co to jest? Tak! Zgadliście! To mój nowy wypasiony inhalator. Tak ten cichutki, malutki, szybki, z odpowiednią wielkością cząsteczek. Tak ten bardzo drogi. Ten dzięki, któremu zaraz po inhalacji było widać jej skutek.  Dzięki temu, że produkuje małe cząsteczki o odpowiedniej prędkości trafia tam gdzie potrzeba.
I już się nie boje  puszczania dymka 😉 To właściwie przyjemność teraz. Mama nawet jak przypada godzina inhalacji może robić a ja mogę spać:) Mówię wam cud miód malina:)

Możliwości co nie miara.

Bardzo bardzo chciałabym wyściskać i  wycałować panią Kasię i pana Radka Wójcik i ich synka Marcela za ten przepiękny prezent. Niestety mieszkają bardzo daleko bo w Wielkiej Brytanii więc  ślę moc wirtualnych buziaków. Bardzo bardzo dziękuje.

Jak to tata mówi: Internet ma moc. A jak do tego dołoży się dobre serduszka i nawet setki kilometrów nie są jakąś wielką przeszkodą!

Jeszcze raz wielkie dzięki.

Urodzinkowo cz.1 czyli urodziny w siodle…

a raczej na oklep;-) bo kto by tam w siodle jeździł. A najlepiej jeszcze na boso… 😉

Nawet nie wiecie jak wczoraj było cudownie!!

Nie siedziałyśmy z mamą całego dnia same, co chwilę ktoś przychodził, drzwi się nie zamykały.
Śpiewali mi co chwilę sto lat. Kwiaty prezenty… cuda panie cuda!

Ale najfajniej było po południu.

O tym jak było bosko świadczyć mogą wszystkie te uśmiechnięte buzie na zdjęciach. Takich urodzin to nawet nie mogłam sobie wymarzyć. Było fantastycznie! Wszystkim ciociom i wujkom i oczywiście nowym małym i większym koleżankom i kolegom, za przybycie baaardzo dziękuje!
Wiecie, że z moją pamięcią to tak średnio więc nie pamiętam wszystkich imion dlatego nie będę wymieniać co bym kogoś nie pomimneła. Dziękujemy za te wszystkie prezenty!

A cioci Agacie i wujkowi Andrzejowi należy się nieskończona ilość buziaczków za pomysł i organizacje!

Dziękuje!!!!

Takiej imprezy urodzinowej to mi każdy pozazdrości. Normalnie czułam się jak księżniczka;-) Na prawdę to był mój dzień! Nawet spałam z uśmiechem na buzi podobno 🙂

No i ognicho! W końcu zobaczyłam! Mama obiecała, że przy następnej okazji pozwoli mi spróbować kiełbaski no ale muszę się  za gryzienie nie tylko gryzaczków zabrać. Będę trenować, obiecuje! 🙂 ( zreszta mama i tak mi nie odpuści – widzę że już tam coś szykuje)

Ale wiecie co… to jeszcze nie koniec podobno 😉 Jeszcze świętować będziemy dalej:) Ale o tym na razie mama nie chce mi nic mówić. To podobno wielka niespodzianka 😉 Z jakiejś wielkiej wyspy do mnie przyleci 😉 ciekawe nie?

P.S. O szkole jeszcze Wam napisze.. ale po co sobie psuć humory teraz?

Andrzejki przez cały rok czyli co robia małe Lilianki nocą

Andrzejki. Jedna wielka impreza. Od 5 lat albo i dłużej.
Mama mówi, że już w brzuszku nie chciałam w nocy spać. W nocy byłam
najaktywniejsza a tu kopnęłam w żebro a tu w wątrobę – no co ciasno było,
trzeba było się łokciami rozpychać – podobno taka umiejętność w życiu się
przydaje.
Potem nie chciałam spać bo coś mi było. Jedni to kolkami
nazywali, inni niedokształconym jeszcze układem nerwowym, jeszcze inni napadami
padaczkowymi a jeszcze kolejni twierdzili że to norma. Pamiętam te kilometry w
chuście przy Sade od okna do drzwi. A tata do teraz jak słyszy Sade to aż mu się
zbiera…choć i dziś czasami się sprawdza. Jednak na topie są kołysanku –
utulanki 😉 Nie da się ukryć, że muzyczka jest mi do życia potrzebna jak ten
tlen z rurki co mi czasami dają.
Jedno jest pewne nie daje spać rodzicom. No bo jak ja nie
śpę to on będą? No co wy – nie ma tak dobrze 😉  Potrafię nocami szaleć, krzyczeć, piszczeć,
turlać się po łóżku. Najgorzej to maja pewnie sąsiedzi, których budzę np. o 3
swoim piskiem obdzieranego ze skóry zwierza, którego słychać na 2 końcu osiedla.
W dzień wrzeszczę i krzyczę to niby czemu nie w nocy?  Wierze im na słowo, że jest noc ale to dla
mnie trochę abstrakcja. Dzień/ noc. Co za różnica?

 Ba ale i mnie najcichszy
dźwięk potrafi mnie obudzić ( o wiertarce koło 22 nie wspomnę kochany
sąsiedzie!).
Jak nawet już zasnę po przysłowiowej dobranocce i tak się
budzę jak niemowlę. Co 2 h.  No czasami
mi się zdarzy pospać dłużej. Niby wszystko przez moją główkę. Raz, że tam coś z
tymi fazami snu nie halo. Dwa ta moja przyjaciółka nieszczęsna często też daje
mi popalić w nocy i mnie napada o najmniej spodziewanej godzinie i nie daje
spać. Chce trochę poskakać i potrząść moim ciałkiem. I jeszcze te paskudne cegły
co mi na klacie siadają  i nie pozwalają
oddychać i spać czasami. Ciasno tak z nimi wszystkimi w jednym łóżku. Więc czasami
zostawiam je w tym moim (niech się tam goszczą) a ja idę do rodziców. No do
mamy. A tata wtedy  najczęściej ląduje na
kanapie biedak ( no ale musi się wyspać co by potem w pracy dawał rade trochę).
Parę razy to mama zdezerterowała, choć coś potem jęczała, że mamy
najniewydgodniejszą na świecie kanapę!

Ha ale i  potrafię nie
spać np. 36h. W ogóle. Zdążają się takie chwile niestety. Rodzice oczy na
zapałki i superglu a ja ani myślę spać. Co prawda wtedy raczej nie jestem jakoś
wybitnie aktywna – po prostu jestem w swoim świecie – może śpię ale z otwartymi
oczami? Niemniej trzeba mnie pilnować non stop bo w takich chwilach jedno jest
pewnie – epi czai się za rogiem. I zawsze jest 1:0 dla niej. No bo o takich
sprawach jak zmian ułożenia z boczku na boczek i inne podstawowe rzeczy nie
wspominam.

Jeszcze jest trzecia strona medalu – potrafię spać 24 h na
dobę non stop. No po prostu do wyboru do koloru. Kiedyś nawet spałam w basenie
na zajęciach. Hania pamiętasz? Ciocie nie mogły się nadziwić. No co zmęczona
byłam po tym wycisku co mi zaserwowali. Ale już też wiemy – co za dużo tez nie
zdrowo. Źle się takie przygody kończą – często też wtedy wygrywa przyjaciółka
na e.

To się nazywa relaksik 😉

Kiedyś rodzice stawali na głowie, żeby jakoś to unormować.
Wieczorne rytuały, muzyczki, bujaczki  nawet lekarstwa, mówię wam cuda
na kiju. Ale w końcu zrozumieli, że ten typ tak ma. Bardzo nie lubią jak im
lekarze rzucają na odczepne: „ te dzieci tak maja” ale faktycznie „ te dzieci
tak mają”.  Wiele moich koleżanek i
kolegów andrzejkuje . No i co… nic się nie zrobi. Można próbować. Ale raz ze ta
nasza przyjaciółka kochana ma różne oblicza i potrafi życie wywrócić do góry
nogami to jeszcze wszystkie dodatkowe cuda nie ułatwiają sprawy. Trzeba pokochać  😉

Dobra a teraz idę spać póki mogę. W nocy trochę poszalałam to teraz
pośpię może choć chwilkę. Za rogiem czają się podobno ze szkoły i nie będę mogła
sobie już tak  spać kiedy chce ale o tym napisze wam jutro bo to ciężki temat tak
niestety wychodzi na to;/ Jak słucham co mi Ksawek opowiada to odechciewa mi się szkoły.

Urodzinkowy bazarek

Rodzice z całych sił robią co tylko się da, żeby zapewnić mi jak największy komfort życia.
Jak to rodzice powiecie nie? No tak ale moi mają podwójnie trudno. Bo mam parę takich cosiów ktosiów nadbagażu. Ci co mnie znają z opowieści rodziców na Fb wiedzą co i jak. Na szybko można poczytać w zakładce „Pomożesz mi walczyć??”. A resztę opiszę jak tylko się ogarnę z choróbskiem płucek moich do końca.

Symbol PECS – Potrzebuje pomocy

Co oni już ze mną nie robili, gdzie nie byli, czego nie próbowali. I różni doktorzy i znachorzy i cuda na kiju i badylu. No ale ja ciągle mam inny plan a moje choróbki jeszcze inny. Jakoś tak walczymy wspólnymi siłami o każdy następny dzień. Każdy jak umie najlepiej. Tata od rana do nocy pracuje, wozi nas od drzwi do drzwi. Mama te drzwi otwiera a czasami i wywarza a jak trzeba nawet przez okno wchodzi. A ja staram się nie przysparzać im dodatkowych problemów no ale to nie takie  czasami proste. Nie umiem im już powiedzieć co chce. No może kurcze umiem ale oni mnie nie rozumieją? Choć czasem to mam taki już mętlik w głowie, że sama nie wiem. Nie dość że ciągle mi się tam zwarcia robią i mam mały problemik z tym, to jeszcze jakieś tam komórki umierają czy coś. No to jak ja mam im mówić mama daj mi tego wykwintnego cukierka w gorzkiej czekoladzie jak ja nie wiem co to jest.. Do tego to wiecie tak widzę trzy po trzy, okulary mnie swędzą, że tak delikatnie powiem. Zresztą okulary okularami ale właśnie te kabelki w głowie szwankują i potem tak jest. Jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz  jeszcze mam się na nich patrzeć. Kontakt wzrokowy czy jak oni to mówią utrzymywać. Ile można?

No dobra ale do rzeczy.
Ostatnio moje płuca szwankują.
Niby miało być lepiej z tymi wszystkimi infekcjami jak mi tą rurę w brzuch wszyli no ale jak widać nie jest jakoś wybitnie.  Miałam mniej wymiotować, mniej miało się ulewać i się mniej krztusić no ale nie zawsze jest tak kolorowo jak to w książkach piszą.  Choć podobno pawie są kolorowe ( w sumie to muszę mamie powiedzieć, żeby mi pokazała bo te moje są takie mleczne właściwie). A ja nadal wymiotuje. Zwłaszcza jak się uprą i próbują mnie jednak nauczyć gryźć i połykać. Nie żeby to fajne nie było. Bo ja w sumie lubię bardzo gryźć, zwłaszcza plastelinę i śliniaki. A jeszcze to ma czasami fajne takie smaki i nawet fajne jest jeść i  czuć a to słodycz a to słoność potraw no ale potem to tak mniej fajnie jak mi się wszytko cofa… Wiec bym chciała ale nie chce i tak o ciągle w koło Macieju.
No i na dodatek te moje mięśnie nieszczęsne, ba miejsce na mięśnie… Też mnie nie chcą słuchać i potem dostaje kota. Bo te mięśnie co są w klacie to one mają mi pomagać oddychać i kaszleć i cuda. A one kurcze nie chcą. I na dodatek nie umiem sobie poradzić z tym co tam w środku się tworzy. Czasami nawet z śliną se nie radzę i się zalewam a co dopiero z tymi sokami w środku. I potem mama z takim potworem sycząco ssacym do mnie idzie i mi wyciąga te wszystkie gluty. Najpierw jeszcze mnie nadmucha jakimś takim dymkiem i wyklepie mnie po plecach albo taka fajną maszyną potraktuje. A jak jeszcze się zakrztuszę w trakcie zwarcia to dopiero są jaja. A to niestety częste bo nie da się tak mnie jakoś czasami ogarnąć w jedną osobę jak mama jest sama a ja mam napad. Albo góra albo dół. A od dołu mama daje mi lekarstwo, żeby się te zwarcie skończyło.

No i o ten dymek chodzi. Bo wiecie moje mięśnie pomimo że je ćwiczymy to one tak se nie chcą działać i żeby ciągle coś tam w środku się nie robiło muszę być nadmuchiwana tym dymkiem. A ten dymek to kurcze taki głośny, no i taki nieporęczny bo jak jestem dętka totalna ( bo mam gorączkę czy jestem po napadzie czy po prostu mam ten gorszy dzień ) i leże to mama musi mnie dźwigać bo nie daje rady ten nasz smok do dymku mi na leżąco robić inhalacji. A to naprawdę nie fajne. Czasami nawet boli i mnie i mamę. O braku dodatkowych rąk dla niej nie wspomnę. Bo jak tu trzymać mnie dętkę, która się wyrywa bo nienawidzi takich hałasów smokowych, nienawidzi jak mi się coś do buzi przykłada ( zaburzenia SI czy jakoś oni to nazywają) i jeszcze musi głowę trzymać i jeszcze ten nebulizator i jeszcze pewnie coś. Ze 3 albo i 4 by się przydały. No ja jej moich nie pożyczę;/
Ale można takie cudo kupić co mi da dymka w minute osiem a nawet sekundę osiem i jeszcze na leżąco i jeszcze w odpowiednim rozdrobnieniu ( tak tak to już kiedyś mama wam wykład musi zrobić ze to każdy lek inne kropelki powinien mieć żeby umiał odpowiednio trafić tam gdzie trzeba) . I na dodatek jest małe i poręczne ( bo wiecie w tych naszych salonach i z tymi wszystkimi maszynami co już stoją to o miejsce nie tak chop siup).  No ale… wecie ile takie cudo kosztuje?
Sami zobaczcie kliknijcie tutaj!

Takie cudo rodzice muszą mi kupić.

No i właśnie ja nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. Inne mamy mówią, że smok sprawdza się doskonale, że są zadowolone i polecają z całego serca ale niestety koszt jest ogromny. Ale od czego rodzice mają głowy na karku? I Was kochani czytacze;-) Jedna z cioć podsunęła pomysł Urodzinowego Bazarku Lilianny Walecznej ( Urodzinowy bo już 20 września będzie impreza – 5 lat skończę!!).  I w ogóle podzielenia się światu informacją, ze się by jakiś sponsor przydał. Mama nie chciała no ale jak jej powiedzieli w pewnej państwowej instytucji, że koniec roku i koniec z kasą to u nich tak w marcu to i ona się przełamała. I tak na bazarku kochane ciocie ( no właśnie wujkowie gdzie jesteście?) wystawiają swoje cuda, żebyście mogli pomóc mi kupić tego smoka. Jak macie coś co można wystawić na bazarku ( może być wszytko co tylko myślicie, że komuś by się spodobało/przydało) to wystawiajcie! Albo puścicie w świat wieści, że szukamy takich rzeczy. Niech się wieść niesie, że Lilianna Waleczna i ze smokami walczyć będzie razem 😉  Zamiast zabijać smoki trza je oswoić i razem z nimi pokonać choroby!
Pomóżcie mi walczyć co??

Tak tak wiem zwięźle, krótko i na temat 😉 No nie da się tego Wam tak w 3 zdaniach powiedzieć. No i bloggerką miałam być co nie??? 🙂