Dzień Pluszowego Miśka

Wiecie jakie dziś święto?

Tak! Zgadliście!!

Dziś Dzień Pluszowego Misia.

Pluszaki na całym świecie idą ze swoimi dziećmi do przedszkoli i szkół i świętują.
Moje pluszaki też dziś imprezowały.

Był piknik, piosenki, bajki, malowanki.

Jak się chodzi do szkoły tak jak ja trzeba sobie jakoś radzić i organizować swoje święta:) Wyszło nam prawda? Ja tam jestem zadowolona! Bawiłam się świetnie! A moje pluszaki mówiły mi na uszko że też im się podobało! Tylko torta brakło!
Maaaaaaamaaaaa a gdzie tort?! Zapomniałaś o torcie!

Przytulcie dziś mocno swoje misiaczki!
Buziaczki !!
Lilijka

P.S. Mama zapowiada kolejna imprezę w nocy z soboty na niedziele 😉 Wiecie jaką może?

Foch!

A co!  Strzele se focha!
O takiego, a co:

źródło: http://zszywka.pl/p/foch-p-314608.html

Wiecie jak mnie ta moja przyjaciółka epi wkurza!

No powiedzcie! Nie wkurzało by was takie zwalanie z nóg dosłownie? Jeszcze w środę zrzucałam wujkowi Andrzejowi czapkę z głowy zamiast grzecznie jeździć na koniku  a już w czwartek wieczorem mnie strzeliło. Już po południu byłam nieswoja, nie nosiło mnie, potrafiłam siedzieć i słuchać bajeczkę…

W końcu się przegrzało w tej mojej główce..
Tak jak dałam moim kochanym rodzicom w kość z nocnymi balami ( tak tak trenowałam do andrzejek) tak dziś już przespałam nockę prawię całą. Co prawda wytrzęśli mnie w aucie, bo po jakichś doktorach na noc mnie wozili, i się zdrzemnęłam po drodze a potem zasnęłam koło 2 ale za to spałam do 9! No nie mogą narzekać, że nie mogli spać 🙂
Ale za to marudzą, że nie chcę już jeść buźką. Znów zapomniałam jak to się robi. Ale wiem, że mi nie odpuszczą kurcze…
W sumie jak mi przestanie w tej główce się przestawiać obiecuję, że znów stanę na nóżki i będę pełna wigoru i werwy! I będę jeść!

Niby nie jestem chora, w sensie nie mam infekcji.
Byliśmy wczoraj u pani dr pulmonolog ( to taki lekarz od oddychania) i ona robiła mi halo halo i słuchała moje plecki i klatę. I nie jest jakoś tragicznie. Co prawda wymyśliła sobie, że będą mi teraz robić inhalacje dwa razy dziennie  aż z 3 leków. Najpierw jeden, potem przerwa, potem 2 potem znów przerwa, i potem 3. I jak i inni duży nacisk kładła na fizjoterapię, tzn. że mają mnie oklepywać, uczyć dmuchać, oddychać. Jak trzeba porządnie za mnie tą całą wydzielinę tym strasznym warkotem ( czyt. ssakiem) wydobyć. No i pilnować co bym chora nie była!
Bo chodzi głównie o to żebym nie musiała mieć takiej maszynki co pomaga oddychać! Zwłaszcza jak jestem chora albo w nocy. Jeszcze mi tego brakuje. Ale Pani dr się cieszy bo całkiem im nieźle idzie i na razie to co robią wystarcza!
I wiecie co najgorsze coś o badaniach krwi mówiła. Jakieś testy trzeba powtórzyć czy coś. Mama mówiła, że to takie badania żeby sprawdzić czy nadal jestem uczulona tylko na to co byłam czy może już nie, a może na coś innego. Więc znów będą mnie kuć! A już tak fajnie było  ostatnio. Trochę spokoju. Nawet ciocia Gosia w przychodni się już „stęskniła” i pytała kiedy przyjdziemy na gik. Oni wszyscy chyba poszaleli! Ja nie chce!!!

Tak czy inaczej idę spać! Bo chyba albo ta aura tak na mnie działa dziwnie albo nie wiem co się ze mną dzieje. Pewnie nic szczególnego tylko po prostu  moja kochana przyjaciółka nie lubi próżni. Dała mi parę fajnych dni teraz chce o sobie przypomnieć. Ale mam nadzieję, że od jutra będzie już lepiej! 😉
Wkurza mnie to bardzo no ale cóż taki lajf, karma czy klimat! 🙂

Trzymajcie się i szykujcie na śnieg!
Podobno już gdzieś tam w Polsce pada!

W końcu zgadli!

Hej, hej!

W końcu zgadli ! Boli mnie brzuch! Z tym moim brzuchem to walczymy od urodzenia. Oj co mi namasują te kiszki, co mi nawtykają dziwnych rzeczy w jeszcze dziwniejsze miejsca. A co kasy na to wydadzą a i tak w kanał pójdzie. No ale… jak się je to i trzeba wiecie co… My nie Szwedzi to nie będę wam dokładnie o mojej kupie opowiadać! U nas jednak to temat nie tak lekki do rozmowy jak tam:) Prawda? Mama mówiła, że parę Szwedów lub zeszwedziałych osób nas czyta i mi kibicuje! Hej!

No ale do rzeczy. Podobno mój brzusio był baaardzo zagazowany, jelitka mam porażone to on dobrze nie pracują, nie oczyszczają się. Do tego dieta przemysłowa bardzo mi nie służy jednak. Mama odstawiła to „mleko” i jest lepiej. Dostaje do tego specjalne kropelki. A pani doktor Hania sprezentowała nam na próbę inne mleczko takie specjalne. Jak będzie mi służyło to mama porozmawia z panią dr od żywienia, żeby mi zmienili na to delikatniejsze.  Na razie ratujemy się tym od cioci i prawdziwymi obiadami! Mama paruje, miksuje i cuda mi wciska w brzusio. Czasami tez zjem buźką trochę. Chyba wiecie to, że nie dają mi tych paskudnych  tabletek do buźki i wszystkie te ćwiczonka co mi robią działają bo nawet mam ochotę jeść! A wiecie jak moja mama super gotuje! Na pewno dlatego tata się z nią ożenił! Mówię wam pycha!! No czasami da mi jakąś kaszkę taka słodka ale one są bleeee… to już wole jak mi zmiksują wino…( czytaj winogrona).  Fajnie tak móc jeść wiecie?! Czasami mi się cofa i wymiotuje, trzeba mnie odbić jak maluszka no i wyjąć to co weszło bo sam anie umiem ale ile ja mam teraz przyjemności! Chyba w końcu może dorosłam? Ja nie wiem czemu ja nie chciałam jeść. Głupia byłam chyba!

Napadowo znośnie. Są cholerstwa ale da się znieść.  Pałera mam nieziemskiego. Spie po 2-3 h na dobę, chce chodzić więc ze mną latają w te i nazad. Ja chcę ale czasem moje ciało mniej… i tak potem różnie bywa. Czasem napad mnie w najmniej spodziewanym momencie chwyci i bum… sami zobaczcie.

Ale i tak jest w bilansie na plus!!!
Chwilo trwaj!!
Buziaki kochani!
Dzięki za Wasze wsparcie!!

Komunikacja czyli nie mogę się dogadać ze starymi ;-)

Komunikacja a raczej jej brak ostatnimi czasy spędza mi nie tylko sen z powiek ale i dezorganizuje całe nasze rodzinne życie.

Coś mi jest! Ale co? Ja nie wiem, nie umiem tego określić, nazwać, więc rodzice nie wiedzą jak mi pomóc… Można tylko zgadywać… Ja mam tyko płacz i krzyk to się drę, wrzeszczę. Oj a potrafię.  Klaudię, moją małą sąsiadkę, o 3 nad ranem potrafię bez problemu obudzić. Sorki Klaudia no ale boli no coś mnie boli… może ciało, może dusza? Nie wiem… Jest mi z tym strasznie źle. Chce się bawić nie idzie. Chce spać nie idzie. Nachodzi mnie taki „ból” i zaczyna krzyczeć… czasami aż tak że rodzicom się oberwie. A to w mamę zęby wtopię a to w tatę kopa zrobię. Nic dziwnego, że i oni się wkurzają.
Na dodatek chciałabym wszędzie być. Sama siedzieć, sama wstać, sama na kolankach przejść do drugiego pokoju a tu nie idzie znów. To mnie dodatkowo wkurza chyba.

Mówię wam jest kijowo. Nie chcę ale nie umiem inaczej. Już pokazali mnie rożnym doktorom. Różne teorie. Leki. Cuda. A tu nadal kiszka.
Wszyscy zwalają na centrale. Jak centrala zepsuta to i reszta do kitu…
Mówię wam dolina!!
Aaaaaaaaaaaaaaa

A Wam mam nadzieje lepiej idzie co?