O tym jak się Lilka po świecie rozbija

Jak Wam minął ten poświąteczny tydzień?
Na leniucha czy równie intensywnie jak nam?
Mnie rodzice znów zapakowali w auto i zawieźli do Warszawy.
W Centrum Zdrowia Dziecka nadal remonty, budowa rozwijają się nie da sie ukryć.
Jeszcze jakby w części przychodnianej wymienili windy;-p
Bo chyba gdyby nie ludzie to człowiek by nie wiedział gdzie co i jak. Ale Polak pomysłowym stworzeniem więc  i legenda powstała, i można się domyślić gdzie co i jak 😉 Ale w sumie cieszmy się że chociaż są i nie trzeba wnosić mnie z wózkiem schodami jak to niestety w niektórych jeszcze przychodniach bywa. Na przykład ortopeda na ostatnim piętrze w małej kanciapce gdzie ledwo przez drzwi się mieścił wózek.

Nie zdążyli porobić za dużo zdjęć, nadrabiali w drodze.

A co więcej w Stolycy?
Pani doktor ma takie fajowskie 2 wiewiórki – to najważniejsze dla mnie 😉
No i  zaplanowała nam wakacje. Zamiast nad morze czy inne Egipty ( hihi) posiedzimy na oddziale. Od 31 lipca czas start. Całą litanie badań i pomysłów rodzicom wylicytowała. Pobadała, popukała takim fajnym świecącym młoteczkiem, szukała odruchów dokładnie i starannie a one i tak nie chciały się co niektóre pokazać. Pozmieniała troszkę w lekach. Upuścili mi znów krwi. Pożyjemy zobaczymy. Rodzice na razie podchodzą trochę z dystansem. Już tylu mądrych się wypowiadało, zmieniało cudowało. Czekamy na efekty. Ale wszyscy jesteśmy pełni nadziei. Nadziei na lepsze jutro. Łatwiejsze.

Dzisiaj odpoczywam. Mimo wszytko taka podróż to dla mnie duży wysiłek.

Miłego weekendu!

Wasza Lilijka