Żeby nigdy nie zgineło

Moja kochana pani Maja przelała swoje serce na „papier”. 
Napisała parę słów o naszej przyjaźni.
Muszę to zachować…
Pani Maju dziękujemy!

„Usłyszałam pukanie
                Po chwili otworzyły się
drzwi… I chwiejnym krokiem trzymając za rączkę mamę weszła dziewczynka.
– Dzień dobry. Jak masz na imię?
– Lilka…- odpowiedziała.
                Pamiętam dokładnie ten
dzień, kiedy poznałam Lilkę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam ile sprzecznych
emocji doświadczę dzięki relacjom jakie między nami zaistniały. Spotykałyśmy
się regularnie. Obserwowałam postępy jakie robi, jaka jest ciekawa świata i
ludzi. Zadawala mnóstwo pytań. Była bardzo kreatywna w swoich działaniach, a
praca z nią w cale nie była taka łatwa- Lilka wiedziała czego chce, potrafiła
być asertywna, była nie łatwym partnerem w pracy i zabawie. Wszędzie jej było
pełno. Potrafiła się zbuntować i pokazać, że nie ma na coś ochoty. Kiedy jednak
spojrzała tymi wielkimi, ciągle śmiejącymi się oczkami- rozbrajała i każda
niesforność była do wybaczenia. Te „diabliki” w jej oczach potrafiły
zjednoczyć każdego.
                Ale
pewnego dnia świat sie zatrzymał…
                Zniknęła
zabawna, wesoła i ciekawska dziewczynka, która niezbornym krokiem biegała po
całej sali i szukała czegoś co ją zainteresuje. Lilka gasła, z twarzy zniknął
jej uśmiech, błysk w oczach. i te „diabliki”.
Przestałam słyszeć jej pytania, ucichł dziecięcy śmiech, aż w pewnym momencie
całkowicie zniknęła… Tylko te wielkie piękne oczy patrząc na bliskich szukały
odpowiedzi: Co się stało …?- Ale nikt na to pytanie nie umiał odpowiedzieć.
Mogliśmy tylko być i ją kochać.
Potem było różnie… wracała i odchodziła, pojawiała się i znikała…
                W
tym czasie wiele osób do Lilki przychodziło. Tak bardzo chciały z nią być, ale tak
bardzo się bały… Telefon od mamy: „Proszę dziś nie przychodzić”.
Już wiemy – dziś ten gorszy dzień.
Tak trudno patrzeć na cierpienie i nie móc nic zrobić. My, nauczyciele,
podobnie jak rodzice, doświadczyliśmy jak bardzo boli bezradność.  Lila jednak ma wspaniałych rodziców. Często
zamiast my wspierać ich, to oni wspierali nas. Kiedy nie mogliśmy pracować bo
stan Lilki był tak ciężki częstowali nas herbatą i mówili: „Jutro na pewno
będzie lepiej.” To ich siła i wiara dawała Lilce moc w najtrudniejszych
nawet sytuacjach. Kiedy medycyna była bezradna… modlitwa okazała się  światełkiem w tunelu.
                Agnieszko, Macieju, macie
ogromne szczęście, że możecie opiekować się takim skarbem- wspaniałą i dzielną
córką.
                Lilko, masz najwspanialszych
rodziców, którzy tak wytrwale walczą o twoje życie.
Dzięki takiej wierze nie można nie wygrać.
                Lilko, Agnieszko, Macieju-
wokół jest mnóstwo bezinteresownych ludzi, którzy mają otwarte serca i nie
zawahają się wyciągnąć ręki. Dajcie tylko znak. My tu jesteśmy.
                Lilko, pamiętam jak
marzyłaś o tym, żeby pójść do szkoły. Bawić się z kolegami, spotykać z
nauczycielami. Choć ty nas wszystkich nie znasz, my ciebie znamy i cały czas
czekamy. Na gazetce w twojej klasie 1A, na liście obecności cały czas wisi
twoje zdjęcie. Czekamy tylko kiedy podczas powitania, podnosząc rękę do góry,
na moje pytanie:
-Czy Lilka z nami jest?
Usłyszę:
– Jestem.

Wychowawca”