Granice

Wakacje mijają jak z bicza strzelił.
Nawet nie wiem kiedy.
Jest fajosko.
Choć bywa bardzo ciężko.
Fajnie jest być w super formie… najlepszej od lat..
Ale bardzo nie fajnie spadać z góry w dół i mocno się poodzierać 🙁
Tak bardzo się cieszymy wszyscy jak jestem w dobrej formie…
Jak buzia mi się nie zamyka, jak smakuje życia i to czasem dosłownie.
Ba w tym szczęściu i radości nawet wytańczyłam się na weselu!
( Buziaki jeszcze raz dla Pani Młodej i Pana Młodego)
Tylko tą chwilową radość zabija jeden mały chochlik.
Ta moja głupia choroba.
Zabiera wszytko.
Mocno się poharatałam po tej imprezie.
Wybawiłam się jak nigdy.
I choć rodzice drżeli robili wszytko żebym nie widziała jak bardzo się denerwują.
I choć bawiłam się cudnie.
To jak walnęło w sobotnie południe…
I co tu robić?
Jak żyć?
Gdzie granica?
Od dawien dawna wiemy, że z moją energią jest kiepsko…
Staramy się z głową do wielu rzeczy podchodzić… 
Po mojemu..
Ale mieliśmy nadzieje, że skoro jestem w formie to to jakoś się uda..
Myśleliśmy…
Ale co się wytańczyłam, wybawiłam to moje.. może kiedyś mi się przypomni…
Piękna Panna Młoda i ja