dzień dobry!


 

Wyobraź sobie, że jeszcze wczoraj było
jasno i ciepło. 
Brama do Twojej przyszłości była szeroko otwarta. Wystarczyło,
że zamknąłeś oczy i widziałeś tego odważnego strażaka który ściąga kotka
sąsiadki z wysokiego drzewa czy uśmiechniętą mamę która gotuje w czerwonym
fartuszku w groszki gromadce dzieci obiad. Czujesz ten zapach?
I przychodzi taki dzień, kiedy zamykasz
oczy i nie widzisz nic. Ciemność. Nie czujesz nic. Nie ma bramy. Nie możesz jej
znaleźć. Nie wiesz czego szukać. A kiedy już ledwo co odnajdujesz drogę, walisz pukasz
próbujesz otworzyć. Nic ani drgnie. Przez dziurkę od klucza widzisz światełko.
Krzyczysz. Nikt Cię nie słyszy, nie rozumie. Klamka ani drgnie. Brama
zamknięta. I co jak zatrzasnęła się na zawsze? Nie ma już jutra? Kolorowych
zabawek? Rowerka z drewna? A gdzie strażak? Mama?
Tak naprawdę nie mamy pojęcia jak Lilka
odbiera świat. Jak odbierała go przed pogorszeniem jej stanu. Jak odbiera go
każdego dnia? Jak wygląda jej postrzeganie świata po każdym napadzie. Może
właśnie tak? Coś jest i za chwilę coś ci zabierają? Zatrzaskują drzwi. Jest
ciemność. Nie pamiętasz nic? Przesrane.
No ale nic. Bierzesz ten papier
toaletowy, podcierasz tyłek i idziesz dalej. Nikt nie mówił, że będzie lekko. 
I lekko nie jest. Ale żyć trzeba. Korzystać ile się da.
W końcu trzeba się otrząsnąć i zacząć żyć.
Mówią, że z niepełnosprawnością jest jak z żałobą.
Trzeba przejść jej wszystkie etapy.
Chyba u nas pora już na ten ostatni.
Choć to tak nic nie jest oczywiste.
Z Lilką nic nie jest oczywiste.
No ale czy z czymś jest?
Rzeka płynie podobno zawsze do przodu. 
Choć mam wrażenie czasem, że u nas się cofa…
Jest plan, są pomysły, to idziemy do przodu.
Są zmiany.
Dzieje się.
Trzymajcie kciuki.
To znaczy dzień dobry u Lilki.
Tak oficjalnie.
Ja też tu swoje pięć groszy wrzucę.

Mama