Lagom

Dziś będzie do znudzenia o tym samym.
O złotym środku.
O cieszeniu się chwilą.
O celebrowaniu tu i teraz.
Tak wiem tak do znudzenia o tym tu piszemy.
Ale co jakiś czas tak mocno mocno życie o tym nam przypomina.
W tym tygodniu przypomniało parokrotnie. Nam i naszym znajomym.

Bo kiedy w piękny jesienny słoneczny dzień poszliśmy z Lilką  szukać kasztanów do parku a skończyliśmy na placu zabaw. Bo nawet wtedy kiedy jakaś mama ostentacyjnie zabrała swoje dziecko z tego samego placu zabaw bo bała się o swoje maleństwo. No wiadomo Lilka zaraża niepełnosprawnością, robi krzywdę albo nie wiem co jeszcze. No ale mniejsza z tym. To nie o tym miało być.  I kiedy Lilka całą sobą cieszyła się tą zabawą. Kiedy próbowała tymi nogami machać, żeby się bujać. I wtedy kiedy kopała koparą wielką dziurę. Tak po prostu jak inne dzieci. To to było szczęściem. Wtedy kiedy obudziliśmy się następnego dnia i uświadomiliśmy sobie, że to już osiem lat Lilka jest z nami. To to jest szczęście. Bo to cudne osiem lat. Choć trudne. I pomimo, że dzień wcześniej, po tym cudnym poranku na placu zabaw, walczyliśmy z napadami, wymiotami i złym stanem naszej księżniczki,  to to że możemy być tu i teraz wszyscy razem było najważniejsze. Jest najważniejsze.

Tak naprawdę nie wiesz co gdzie i kiedy. I czy na prawdę warto pędzić nie wiadomo dokąd i nie wiadomo za czym choć ma to swoje nazwy i każdy z nas wie, że tak naprawdę to szczęścia nie przynosi?  I tak wiem, że pieniądze szczęścia nie dają ale bez nich żyć trudno. Wiem o tym doskonale. Co roku proszę Was o 1% dla mojej córki, cały czas o tym myślę jak zorganizować i zapewnić jej wszytko, żeby miała to czego potrzebuje żeby wręcz powiem żyć. I choć zabiera mi to sen z powiek to chcę aby te wszystkie chwile były najważniejsze. Żeby Lili była zwyczajnie szczęśliwa. I choć to trudne, próbuje patrzeć oczami Lilki na to wszytko. A dla niej najważniejsze to teraz teatr świeżaków, który zrobiłyśmy z kartonu po odżywce z żywieniówki, farb i papieru kolorowego. Że dla niej to codziennie te same rytuały przy zasypianiu i do znudzenia te same Kołysanki – Utulanki. I brak naszego pośpiechu i czas który spędza z nami. Bo dla niej inne rzeczy są teraz nie istotne. A znów dla nas to szczęście, że ona jest.

I wczoraj kiedy nie miałyśmy łatwego dnia obie. I kiedy już po południu najzwyczajniej obie się poryczałyśmy z bezsilności. To to też było szczęście. Bo mogłyśmy… Bo jesteśmy… Bo żyjemy…

źródło: www.utilitydesign.co.uk

I chyba o to wszytko się rozchodzi w życiu… o życie i znalezienie swojego szczęścia.  Swojego szczęścia. Ja kocham być mamą i „kurą domową”. A może  dla kogoś to pieniądze, gonitwa i wyścig szczurów. Znalezienie tego złotego środka to szczęście.

I tego Wam życzę.
Jak to teraz modnie po skandynawsku a w sumie szwedzku: lagom. Coś w tym jest.

Mama