Jesienne zabawy

Lilka bardzo lubi (zresztą nic dziwnego skoro ja też) różne prace ręczne.
Roboczo mówimy na to plastyka.
Zastanawiając się jak ugryźć tą cała naszą edukację poszłam tropem pór roku.
Wszak nasze życie, zwłaszcza teraz na wsi, jest im podporządkowane.

Zanim ustalimy co i jak bywa i tak ;-p

Na lodówce mamy kalendarz, który codziennie wyznacza nam nowy dzień, który uczy Lili właśnie pór roku i pogody. Codziennie zmieniamy datę, dzień tygodnia, sprawdzamy czy nadal mamy jesień i jaką pogodę za oknem. Bardzo polecamy. Fajna sprawa. Kupiliśmy jakiś czas temu a teraz wykorzystujemy na maksa. Sprawdźcie co jeszcze oferuje Pomysłowa Mama bo trochę tych pomysłów ma.  A my chętkę na inne jej pomysły. No ale powoli.

No ale nie o kalendarzu miało być a o jesiennych zabawach.
Lilka z jednej strony lubi różnorodność. Ale z 2 strony lubi przewidywalne rzeczy. Nie łatwą sprawą planować dla niej zabawy. I jeszcze próbując w te zabawy wpleść jakieś edukacyjne aspekty. Choć w sumie jestem zdania, że sama zabawa w sobie jest tak naprawdę ważna. Taka spontaniczna nienakierowana. Ogromnie doceniam te chwile kiedy Lili przejmuje inicjatywę.  Może dla Was to oczywiste. Dla mnie to coś ważnego. Coś co jest u nas od niedawna. A samodzielna chęć odkrywania, kombinowania przez Lilkę wprawia nas wręcz w ekstazę. Ale wspólna zabawa też jest fajna i ważna. A że mamy jesień to proszę trochę jesiennych inspiracji.

Ostatnio nasza super ciocia Ewelina, która często nam podsyła rożne super pomysły  ( każdy chciałby mieć taką ciocię przedszkolankę wierzcie mi 🙂 ) wyszperała i podsunęła nam pomysł z rosnącymi farbami (za Moje Dzieci Kreatywnie). Lilka była zachwycona. I nawet chwilę udało się jej popracować. Pogadałyśmy przy okazji o kolorach, policzyłyśmy do 3.
Zresztą sami popatrzcie:

Mąka prawie jak śnieg. Miękka. Biała.

 

Mąka była najfajniejsza. Sucha. Nie brudziła tak mocno rąk.

 

Po dodaniu wody już tak do końca fajnie nie było. Lili i brudne ręce? Nieeee…

 

Wiadomo różowy musi być.

 

Jesień to dynia. Dynia jest pomarańczowa.

 

Wszędzie dynie mają buzie. To i Lili chciała buzie.

A potem z dyni, którą przyniosła babcia zrobiliśmy zupę. Jakoś nie chciała się zamienić w karocę dla kopciuszka. Tak to chyba tylko w bajkach. Ale Kopciuszek w związku z tym zaliczony. Choć mało jesienny ;-p

To tak sobie malowałyśmy. Ale najfajniejszą jesienna zabawą tak naprawdę są spacery. Spacery do lasu, nad jezioro.

W lesie najfajniej się chodzi na barana.

 

I o chmurach można poopowiadać.

 

I o łabędziach. I ich zwyczajach.

 

I przynieść do domu dary lasu i …kamienie ( zależy co kto lubi ;-p)

I przygotować można zapasy do następnych zabaw. Zgadnijcie w jakim lesie byliśmy?? I co będziemy robić??

Dary lasu

 

I ku mojej i waszej pamięci parę inspiracji na kolejne jesienne dni:

 

źródło

 

 
źródło

 

Bawcie się świetnie!

Mama Aga