Zbieramy wspomnienia: pierwsze ognisko.

Hejka!
Wiecie co rodzice mi wczoraj zafundowali??
Ognisko! Takie prawdziwe! Wielkieee!!! Gorące. Syczące!! Pachnące!
Już tyle razy było w planach ale jakoś zawsze coś. A wczoraj spontanicznie jakoś tak wyszło. Piękna pogoda. Zero wiatru. Dobra forma. I się udało. Pierwsze w życiu, takie świadome ognisko zaliczone!
Kiedyś już byłam chwilkę na ognisku. Moja kochana ciocia Agata w moje urodziny już parę lat temu podobne zorganizowała. Ale to tylko rodzice opowiadają bo ja za bardzo nie pamiętam. Dlatego to jest tym pierwszym tak naprawdę.  No i takim pierwszym, które od podstaw rozpalałam.
A jak było?? Sami popatrzcie!

Najpierw tata rąbał drzewo na ognisko
Mama też chciała ale chyba tata ma więcej siły albo ładniejsze rękawiczki 😆
Od takiego małego ognia się zaczęło…

… a na takim wielkim skończyło.

Tatko dorzucał do ognia aż iskry latały 😈

Nie bałam się nic a nic i bardzo mi się podobało.

Im było ciemniej tym ogień był piekniejszy.

Taaaaaki wielki !!
I jeszcze wjechały kiełbaski ( podobno dobre, wierze im na słowo 😜 )
A babcia nawet śpiewała coś o jakichś kniejach. Ja wolałam smerfową piosenkę.
Nie mogłyśmy się w tym temacie dogadać. 

Ziemniaczki też wsadzili jak już ognisko przygasało.

U babci na kolanach było najbezpieczniej ( jak już zrobiło się ciemno to już tak odważna nie byłam).

Takie było piękne!!
A Wy lubicie ogniska?? Rodzice obiecali, że jeszcze zrobią nie raz mi takie ognisko. I coś o nocnym spacerze też wspominali. Takim z latarkami. Iść z nimi? Czy z Babcią zostać? Lisów się nie boje a z dzikami to wolałabym nie zadzierać? Trudny wybór. Muszę to przemyśleć.
Dam Wam znać jak się wybiorę!
Buziaki
Lilijka