Zupa dyniowa

Lubicie zupę dyniową?

Takie ładne dyńki babcia hodowała

Ja tak średnio. Choć mama mówi że zdrowa.  Mama to w ogóle lubi te wszystkie zupy. Ja nie wiem.
No ewentualnie mogę jeść zupę ogórkową ( najlepiej u cioci Wiesi) i rosołek, no pomidorówkę czasem też.

No ale że jesień i dynie Babci obrodziły to mama nas tą dynią karmi.
A ja z nią gotuje 🙂
A to lubię bardzo.
Wtedy jakoś też to jedzonko lepsze czy coś.
Nie żebym coś do mamy gotowania miała :-p hihi

Zresztą to takie zwykłe gotowanie też nie jest.
Mama to zawsze musi przemycić coś edukacyjnego.
Gada i gada. A ja nie zawsze wiem o co chodzi.
Zwłaszcza jak się skupiam na tym co mi karze robić.
Myślicie że takie przekładanie pyrek do michy albo marchewek to łatwe jest?
Nie ma opcji.
Ciężka praca takie gotowanie.

Ale zupę polecam zwłaszcza zmarzluchom bo fajnie rozgrzewa.
Mama czasem nawet do brzucha mi daje na rozgrzewkę jak ze spacerku wrócimy.

Chcecie przepis?

To macie:

Do kogo on podobny? Taki potworniasty?
  • dynia, tak około 1 kg
  • 300 g marchewki
  • 1 pietruszka
  • z 0,5 kg ziemniaków
  • 2-3 cebule
  • 1 puszka mleka kokosowego tłustego (takiego prawdziwego ewentualnie można zastąpić dobrą tłustą śmietaną, ważne żeby było tłuste, bo najlepiej w tłuszczach rozpuszczają i przyswajają się witaminy które są w dyńce )
  • sól i pieprz do smaku
  • kilka łyżek oleju
  • 1,5 litra wody
  • szklanka soku pomarańczowego (można zastąpić wodą)
  •  kawałeczek imbiru

I tu się kończy opcja dla mnie, dla rodziców mama dorzuca trochę pikantnej papryki i curry.

A wykonanie jest banalnie proste:

obieramy
cebulkę, szatkujemy i podsmażamy na oleju. Dynię, marchewkę i
pietruszkę ścieramy na tarce albo rozdrabniamy w malakserze ( lub tym
podobnych urządzeniach). Dodajemy do cebulki. Chwilę podsmażamy.
Zalewamy częścią wody i sokiem pomarańczowym. Teraz najtrudniejsza dla
mnie część. Czekanie. Z 10 min. Potem dorzucamy pokrojone w kostkę
pyrki. I gotujemy do miękkości.  Solimy i doprawiamy pozostałymi
przyprawami ( w zależności do opcji zjadacza). Następnie rozdrabniamy ( blenderujemy czy jako to tam nazwać) na
krem dodając mleko kokosowe. Konsystencje można poprawić ewentualnie
dolewając wodę. Kto co lubi.

 Smacznego.

 A wczoraj wygląda to mniej więcej tak w naszym wykonaniu:

Pomocna dłoń uczy obierać marchewki
Pyrki. Ciężka robota. Ta mama chyba za dużo se wymyśla.

A różową tarkę macie? Ja mam 😀 Różowy rządzi!! 
Najtrudniejsze. Czekanie. Mamy i na to sposoby.
Efekt końcowy. Smakuje lepiej wygląda.

 

A zupę cebulową lubicie?  Mama nasmrodziła tą cebulą ostatnio i mówiła, że pycha ale jakoś jej nie wierzę. Zostanę przy ogórkowej.

A wy jaką lubicie zupę najbardziej??
Napiszcie w komentarzach. Chętnie podpowiem mamie co ma jeszcze mi gotować. Wszak pora zacząć rozpieszczać moje kubki smakowe.

A i tu po prawej stronie jest taki dzwoneczek: jak go klikniecie to o następnych postach i przepisach na zupy ;-p was poinformuje biegusiem jak tylko spiszę to wszytko.  -> -> -> ->