Serce do stracenia

Siedzę w kuchni. Przeglądam internety. Zerkam na nianie bo Lilka już po ciężkim napadowym dniu śpi od paru godzin. W radiu miły głos młodej mamy.

Kiedy Lilianna walczyła o życie i kiedy oficjalnie powiedziano nam, że w sumie już wszystko w rękach czasu/Boga/przeznaczenia ( nie pamiętam czego, pamietam tylko mdłości, dreszcze i okropne uczucie pękającego maminego serca) pamiętam, że przyszło mi do głowy ale że jak? Nerki nie działają? No i co z tego – są maszyny, dializy, przeszczepy… Ale że serce nie działa? Są maszyny, leki, przeszczepy… Ale, że jak? Przecież to moje dziecko, moja córeczka, przecież tyle można zrobić. O tylu pięknych rzeczach uczono mnie na studiach. Ale, że jak pani doktor przecież pani mnie zna niech robi Pan dla Lilki wszystko. Musi się dać.

Na szczęście Lilianna wysłuchała naszych szeptów i postanowiła dalej walczyć.

A ten młody głos w radiu prowadzi mnie w moich przemyśleniach dalej.

Pamiętam też, a może sobie przypominam po prostu i składam kawałki  w całość, jak trudno było pani doktor przekazać nam tą wiadomość. I wcale nie pomagało nasze wykształcenie czy doświadczenie. Myślę, że nawet o wiele trudniej jej było nam przekazać tą wiadomość. Pamiętam jak pielęgniarki się zachowywały. Jakie to było trudne dla nich. Dla nas. A może ja to tak odbierałam (rodzic na intensywnej terapii to temat na zupełnie inny wpis).

Ale pamiętam też, że nie pomyślałam a co gdyby. Co dalej. Dziś o tym pomyślałam i wiem, co chciałabym zrobić. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała podejmować takich decyzji.

Pani z radia to mama Anielki. Anielka nie miała tyle szczęścia co Lilka.

Ale pani z radia walczy dalej. Dla innych dzieci, które mają szanse…

A już 1 lutego odbędzie się spotkanie Krajowej Rady Transplantacyjnej.  Od ich decyzji zależy czy Polska podpisze umowę z Eurotransplantem lub umowy indywidualne z innymi krajami.