Polecam: Zupa Chrzanowa

 

Wielkanoc równa się żurek. Ale jakoś u nas w domu żurek nie jest darzony wielką miłością. Zupełnie nie mam pojęcia dlaczego. Ja uwielbiam. Zwłaszcza w dobrym chlebku i z jajkiem. Zresztą ja wszytko co kwaśne i z toną majeranku lubię. Ale dla mnie jedynej gotować to jakoś tak nieee. Ale za tu w naszym domu od zeszłego roku hitem stała się zupa chrzanowa. Nawet Lilianna bardzo się z tą zupką polubiła. Zobaczymy czy i w tym roku będzie jej smakowała. Niestety nigdzie w okolicy nie znalazłam świeżego chrzanu więc będziemy się posiłkować takim słoikowym ale mam nadzieję, że wyjdzie równie smaczna.

W sume nie wiem dlaczego tak rzadko zupę chrzanową robię? Jest pysznie kremowa. Lekko szczypie w język. Lekko kwaśnawa.  Bardzo aromatyczna i rozgrzewająca.

Przepis jest najprostszy z prostych ( chyba w uproszczaniu przepisów jestem mistrzynią).

Chcecie przepis? Na pewno. A jak nie to i tak Wam dam:) I szczerze polecam. Jest pyszna.

Do zupy idealnie pasuje podpieczona biała kiełbasa i oczywiście jajo. Można podać też podsmażone z cebulką ziemniaki.

A jaki jest wasz hit Wielkanocny? Może podrzucicie coś co i w naszym domu stanie się nowym hitem? Ja tam lubię trochę poeksperymentować w kuchni 🙂

 

Polecam. Dzień Faceta!

 

 

Dziś Dzień faceta czy jakoś tak. Mężczyzny, Chłopaka. Wszytko jedno. Więc dziś o facetach. No dobra nie o facetach ale dla facetów. I przy okazji dla kobiet wszak niedawno i nasze święto było! Tak więc polecam! Świętujcie!

Jedni śmieją się z tych wszystkich świąt inni celebrują jak tylko potrafią. Inni olewają. My w sumie jakoś mocno nie przywiązujemy wagi bo staramy się świętować każdego dnia. Ale w taki dzień kobiet miło dostać piękny bukiet żonkili czy jajko w koszulce z sosikiem holenderskim homemade. Jeszcze jak jest sobota! I jakoś tak dzień wolniej płynie.

To dziś podsunę wam parę fajnych przepisów na późne śniadanie dla waszych panów! I dla Was kobietki! A może panowie zrobią świętując! Tak czy owak nasze sprawdzone pomysły. A że matka gotować lubi to wiadomo.

Śniadanie

U nas dziś były jajka po benedyktyńsku. Przepis idealny znajdziecie tutaj. Zdjęć nie ma bo nie zdążyłam ;-p

Ja tam zawsze robię na oko. Najprostsze  i najszybsze a efektowne śniadanie. Jak nie dacie bułeczek, tostów, grzanek idealnie białkowo tłuszczowe :-p Makro pomijam;-p hehhe Zresztą w taki dzień nie liczy się makro. A faceci zadowoleni. Dwóch których posiadam dziś na stanie było zachwyconych!

Jak lubicie ciężkie klimaty i fasolkę przypominam o śniadaniu angielskim. 

A jak szukacie lżejszych tematów polecam roladę szpinakowa z łososiem wędzonym. Moja jest inspirowana na tym przepisie. Czasami zamiast chrzanu albo chrzanowego serka dodaję ser blue. O panie jakie to dobre. Chyba się skusze na kolację. Zwłaszcza, że wybieram się do Wielkiego Miasta 😉 i będą produkty. Tu tak ze szpinakiem to ciężko niestety. Prędzej ser z pleśnią dostaniesz.

Nawet jak nie lubicie szpinaku w takiej formie polubicie!

No a jak lubicie wersje słodkie to wszelkie omlety z twarożkami i radioaktywnymi niestety o tej porze roku truskawkami albo ew. mrożonkami zawsze są dobre. Albo pankejki. O teee są najlepsze... Szkoda, że mój mąż niekoniecznie przepada za słodkościami.

Nawet nie sądziłam, że mi tak tęskno do truskawek. Ślinka cieknie!!

Obiad

Na obiad to najlepiej dajcie się zaprosić.

Kolacja

A na kolację hmmm… coś podrzućcie i mi. Z tym mam zawsze problem. Coś lekkiego by się przydało! Najlepiej szybkiego! Bo dziś przed nami pracowity dzień na ogrodzie. Komu będzie się chciało wieczorem gotować ;-p Skończy się pewnie na jakichś pysznych kanapeczkach. A jak kanapeczki byście chcieli robić to polecam jeszcze przepis na chleb. Najprostszy na świecie!

Pyszny, chrupiący i pachnący domowy chleb zawsze jest naj!

 

Narobiłam wam smaka? I o to chodziło!  A teraz życzę Wam pięknego dnia! Świętujcie. Bądźcie razem! Śmiejcie się! Wytwarzajcie endorfiny! Kochajcie się!

A tobie Kochany mężu! Najlepszego! Zdrowia dużo! I Sił i Cierpliwości do Twoich kobitek!

Polecam. Tuli tuli.

„Tuli tuli Mama! Tuli tuli Tata! Tuli tli! Tuli tuli! „

Tuli mama. Tuli tata. Cieplutko milutko fajniutko!  Uwielbiamy się tulić! Lilka ma teraz etap bardzo tuli tuli. Słowa te czasami słyszymy cześciej niż cokolwiek innego. Nie tylko tuli tuli jej się podoba ale same słowa również chyba:-p

Tulimy się od zawsze. Tulenie jest dla nas jak oddychanie. Potrzebujemy go każdego dnia. I nie chodzi tylko o przytulanie Lili „bo to dziecko i ma prawo”. Ale i o nasze przytulanie. Od zawsze najbezpieczniej czuje się „pod paszką” Maćka. To taka przystań w której choćby nie wiem co zawsze jest schronienie. Lilka uwielbia zasypiać wtulona w nas. Uwielbia siedzieć nam na kolanach czy po prostu blisko przy nas. Nawet teraz jak piszę do Was te słowa leży koło mnie i smacznie chrapie. I tu znów wraca argument wspólnego spania ;-D  Ona wie że jestem przy niej. Czuje się bezpieczna. A ja mam chwilkę, żeby coś naskrobać tutaj. W sumie to patent, który śmiało można dopisać do listy pt. Jak nie zwariować.

Wspomnień czar…

Tulenie ratowało nas od pierwszych chwil. Jak ktoś się zapyta o okres niemowlęcy Lilianny odpowiemy zgodnie: chusta i Sade. Chusta i noszenie Lilki uratowały nam wtedy …pupy. Czasem i teraz by się przydała… Tylko te kilogramy…

Amerykańska psychoterapeutka Virginia Satir uważała,
że „by przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. 
By zachować zdrowie, trzeba ośmiu. 
By się rozwijać – dwunastu."

To w sumie my powinniśmy być zdrowi jak ryby ;-p

Nie ale całkiem serio. Z takiego naukowego wręcz spojrzenia coś w tym jest. Przytulanie to dotyk. A dotyk to  nasze pierwsze narzędzie kontaktu ze światem.  Już około ósmego tygodnia życia płodowego wykształca się nam ten zmysł. Dotyk  jest  kluczowy dla niemowlaka kiedy poznaje świat.  Dziecko głaskane i przytulane uspokaja się, a mając poczucie bezpieczeństwa, otwiera się na świat.

Badacze przeprowadzając eksperymenty nad dotykiem oddzielali młode szczury od matek. A one zaczynały wydzielać mniej hormonu wzrostu. Stan ten wracał do normy, gdy uczeni głaskali szczurki wilgotnym pędzelkiem.  Z  badań przeprowadzanych na małpach wiemy, że im szło znacznie gorzej. Pozbawione dotyku w dzieciństwie nie potrafiły później odnaleźć się w stadzie. Były „głuche na emocje”.

Jeszcze do lat 50 XX wieku przecież powszechnie uważano, że ssakom naczelnym wystarczy zapewnić pożywienie aby się rozwijały. Na szczęście w toku badań naukowych wielokrotnie tę tezę udało się obalić. Choć znam niestety ludzi, którzy nadal tak uważają. 🙁

Tyle szczęścia

Dotyk jest niezbędny nie tylko do rozwoju, ale w ogóle do życia.

Jako pierwszy zaobserwował to zjawisko węgierski psychiatra Rene Spitz. To on porównywał rozwój dzieci w żłobkach więziennym  i z ochronki prowadzonej przez siostry zakonne.  W tym pierwszym miejscu dzieci miały kontakt ze swoimi matkami, w tym drugim siostry ograniczały się tylko do podstawowych czynności pielęgnacyjnych jak karmienie czy mycie, ale w ogóle ich nie przytulały. Śmiertelność w tym ostatnim zakładzie była druzgocąca: umierało co trzecie dziecko, podczas gdy w więziennym żłobku ani jedno. Jedyną zmienną był dotyk. Prowadzone przez kolejne dziesięciolecia badania pokazały, że nietulone dzieci gorzej przybierają na wadze i są zdecydowanie mniej odporne niż ich tuleni rówieśnicy.

Tak w sumie zastanawiam się czy w trakcie studiów uczono i zwracano nam na to uwagę. Na dotyk. Zwłaszcza, że zawód pielęgniarki to dużo dotyku. Nie zawsze miłego. Cóż nie specjalnie pamiętam spojrzenia z tej strony która opisuje ale może byłam wtedy chora? ;-p A może nie było.

Szpitalne tulasy

Jedno jest pewne, kiedy Lilka leżała na intensywnej terapii tam zachęcano nas do bliskiego kontaktu. I choć lęk i strach, który nas przygniatał utrudniał to były to chwile na które bardzo czekaliśmy. Trzymanie Lilki za rękę.  Codzienna toaleta wykonywana przez rodziców. A potem kiedy było lepiej pierwsze przytulasy na kolankach. Do dziś pamiętam uczucia jakie temu towarzyszyły. Do dziś pamiętam jak było mi trudno po tych ledwie paru minutach odłożyć ją do łóżka.  Więc, jeżeli ja przespałam te zajęcia to mam nadzieję, że te kolejne pokolenia już uczą się jak to ważne. Jeżeli nie to mam nadzieję, że bedą miały tyle szczęścia, że nauczą się tego w pracy po prostu. Bo nie na każdym oddziale ma się tyle szczęścia!

A jak to możliwe, że dotyk czyni takie cuda?

To oksytocyna, tzw. hormon miłości. Oksytocyna sprawia, że czujemy się szczęśliwi i bezpieczni.  Bardzo oględnie mówiąc oksytocyna daje ukojenie. Bez tego mechanizmu nasze ciało byłoby w ciągłym stresie, który może prowadzić do śmierci. Oksytocyna  obniża poziom kortyzolu czy ciśnienia krwi., działa też rozluźniająco i przeciwbólowo. Dotykanie czy masaż jest metodą terapii stosowaną w wielu schorzeniach.

I myślę o czymś jeszcze. O naszym świecie. Tu teraz. O rozwoju techniki. O ciągłym wyścigu szczurów. O pogoni za pieniądzem, sukcesem i nie wiadomo czym jeszcze. Myślę o tych dzieciach, których rodzice nie mają czasu a czasem zwyczajnie sił aby usiąść i przytulić albo sami nie chcą się przytulać bo nikt ich specjalnie dużo nie przytulał. I myślę tu o  autystach, którzy nie tolerują dotyku. I o tych wszystkich dzieciach w domach dziecka, których nikt nie ma czasu albo i chęci przytulać. I myślę wtedy też o Tuli Luli Fundacji Gajusz.  I myślę o tym co dziś rano napisała mi pewna mama na instagramie. I myślę i myślę… i chyba już nie mogę. Boję się, że wybuchnę.

Idę się poprzytulać.

A Wy znajdźcie dziś trochę czasu i poprzytulajcie się!

Polecam!!

I jeszcze parę naszych tulaśnych wspomnieniowych fotek wam zostawię co bym gołosłowna nie była. Aktualnych najwięcej na insta i FB. Zapraszamy!