Nie lubię przyszłości…

Przyznaj się marzysz czasem, że Twoje dziecko zostanie lekarzem/ prawnikiem/szczęśliwym człowiekiem?

Na pewno.
Nie uwierzę, że nie.

My kiedy wybieraliśmy imię dla naszej córki… a było to to długo przed wiadomością, że to będzie dziewczynka ( na początku miała być Markiem ;-p) …  śmialiśmy się, że będzie jej to imię pięknie pasować do tytułu profesorskiego ;-p

Każdy myśli o przyszłości. Bliższej czy dalszej ale myśli.
Kiedy spadły na nas Lilkowe problemy, na samym początku, nie mieliśmy chyba nawet czasu myśleć dalej niż parę dni. A one i tak były wyznaczone przez lekarzy, szpitale, rehabilitacje itp cuda. A w tym wszystkim jeszcze my. Praca. Dom. Z czasem jakoś poukładaliśmy sobie wszystko na po naszemu. Nauczyliśmy się nie planować daleko do przodu, nie przejmować jutrem. Przywykliśmy ( o ile się w sumie da) do jednej wielkiej zmiennej. Ta zmienna stała się naszą stałą po prostu.
Staramy się żyć tu i teraz, cieszyć się z każdej chwili. Czerpać garściami z dobrych dni. I nie myśleć za dużo.
Ale… no nie da się do końca.
Starzejemy się nie da się ukryć.
Lata w mega wysokim stresie, bez snu, na bombie robią też swoje choćby nie wiem co.
Coraz częściej  zastanawiamy się co będzie dalej.
Już nie nawet w sensie medycznym.
Ale z takim zwykłym życiem codziennym.
Jesteśmy dorosłymi, świadomymi ludźmi. Twardo stąpamy po ziemi.
Co będzie z Lilką jak nas zabraknie?
Jak długo będziemy wszyscy razem?
Kto będzie pierwszy?
Te pytania coraz częściej do nas wracają.
A i nie słuchamy medyków już w tych tematach za bardzo…
A i coraz częściej ten temat jest też  poruszany w mediach.
Ostatnio czytałam jak to grupa rodziców zbudowała dom dla swoich dzieci.
Sami. Bez pomocy Państwa Polskiego. Dzięki Dobrym Duszom i swojej ciężkiej pracy!
W takim domu dzieci takie jak Lila maja jak w domu po prostu plus pare małych a jak istotnych bonusów: lekarzy, pielęgniarki, opiekunki, rehabilitantów!
Ale jest też druga strona tego medalu… człowiek – człowiek jest tylko człowiekiem a czasem zwyrodnialcem, zboczeńcem albo zwyczajnie leniuchem czy sam pomocy potrzebuje…. i co wtedy?

Liczyć na Państwo nasze wspaniałe?
Liczyć trzeba na siebie…
„Liczyć” nauczyć trzeba Lilkę…
Łatwo na pewno nie będzie…

To wszytko tak przeraża, że nawet pisanie o Tym boli fizycznie.
Chyba pora na dziś postawić kropkę.

Przytulcie dziś mocno swoje cudowne dzieci!

Mama Aga

Granice

Wakacje mijają jak z bicza strzelił.
Nawet nie wiem kiedy.
Jest fajosko.
Choć bywa bardzo ciężko.
Fajnie jest być w super formie… najlepszej od lat..
Ale bardzo nie fajnie spadać z góry w dół i mocno się poodzierać 🙁
Tak bardzo się cieszymy wszyscy jak jestem w dobrej formie…
Jak buzia mi się nie zamyka, jak smakuje życia i to czasem dosłownie.
Ba w tym szczęściu i radości nawet wytańczyłam się na weselu!
( Buziaki jeszcze raz dla Pani Młodej i Pana Młodego)
Tylko tą chwilową radość zabija jeden mały chochlik.
Ta moja głupia choroba.
Zabiera wszytko.
Mocno się poharatałam po tej imprezie.
Wybawiłam się jak nigdy.
I choć rodzice drżeli robili wszytko żebym nie widziała jak bardzo się denerwują.
I choć bawiłam się cudnie.
To jak walnęło w sobotnie południe…
I co tu robić?
Jak żyć?
Gdzie granica?
Od dawien dawna wiemy, że z moją energią jest kiepsko…
Staramy się z głową do wielu rzeczy podchodzić… 
Po mojemu..
Ale mieliśmy nadzieje, że skoro jestem w formie to to jakoś się uda..
Myśleliśmy…
Ale co się wytańczyłam, wybawiłam to moje.. może kiedyś mi się przypomni…
Piękna Panna Młoda i ja