Wakacje

No to mamy wakacje. Lipiec. Lato. Choć szczerze czuć w powietrzu bardziej dzisiaj jesień niż lato. Czyżby lato już było w kwietniu? Ale i takiej pogody nam trzeba. Trochę odpoczynku. Stabilizacji. Upały i nagłe burze jakoś nie należą do ulubionych Lilianny. Upały to już troszkę bardziej. Ale że natura się swoimi prawami rządzi to odpoczywamy od gorączek i wspominamy.

W kwietniu i maju pogoda nas rozpieszczała. Słońce, plaża, jeziorko, basen. Szaleliśmy ile się da. Korzystaliśmy z dobrej pogody modląc się o dobrą formę ( z nią już nie zawsze było po drodze). Kupno basenu było strzałem w dziesiątkę. Co swoje bakterie to swoje ;-p Po przygodach z basenem publicznym zimą niestety nie mamy dobrych wspomnień. Skórę leczyliśmy dłuuugo długo niestety. A że Lilka uwielbia wodę a i ona dobrze na nią wpływa ( rozluźnia mięśnie, tonizuje, uspokaja) długo się nie zastanawialiśmy. Przez chwilę żałowaliśmy tylko że taki mały ten basen. No ale.  Kiedy się tylko da pluskamy się. Zresztą wakacjujemy się i tyle. O tak:

Pełnia radości.
Codzienna dawka witaminy D. Cisza i spokój przed sezonem.
Trochę biologii podczas moczenia nóg.
Fanta chyba chciała uciec z domu? Nie tak gorąco było że wszyscy tylko cienia szukali…
A że bez pracy nie ma kołaczy…
trochę relaksu ( i obowiązku)
no i meczyki obowiązkowo!!

 

A planów na wakacje trochę mamy ale się nie zdradzimy bo pierwszy najważniejszy jak już prawie był dopięty na ostatni guzik padł wiadomo… nie planuj to nasza podstawowa zasada… i ciągle ją łamiemy…

Ostatnio Lilka uskarża się na ból serca. A ono faktycznie szaleje. Szukamy przyczyny.  Szlajamy się po przychodnia, laboratoriach, pracowniach usg, gabinetach lekarskich. Pierwsze podejrzenia, że tarczyca się rozszalała niestety nie były trafne. Szukamy dalej i mamy nadzieję, że pani kardiolog powie juz niedługo, że to nic strasznego. To serduszko zawsze było najzdrowsze i niech tak zostanie! Trzymajcie kciuki.

Jak nie zwariować? A wariuj!

 

Od niedzieli, a w sumie już od piątku bo miałam na niedziele pisać o kolejnych  naszych sposobach, zastanawiam się jak nie zwariować? Pisze tutaj rób to rób tamto. Robie wszytko o czym wiem i co działało a tu nic! Nie daje rady w tym tygodniu! Ani Endorfiny. Ani żadne planery cuda. Chyba brak snu i poziom stresu daje popalić!

Kiedy Lika jest w super formie zapominamy chyba jak to jest jak jest żle. Wolimy zdecydowanie skupiać się na dobrych chwilach. Wykorzystywać je na ile się da. Do dobrego człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja. A gdy nagle przychodzi coś co dowali na całego ciężko się pozbierać.

Jeszcze chwilę temu byliśmy u znajomych. Lilka bawiła się z dzieciakami. I w nocy trach. O 180 stopni. Przyszedł napad i zniszczył wszystko. Głowa leci, tułów nie trzyma, nogi odmawiają posłuszeństwa.  Wracamy do początku. Wszystkie plany szlak trafił. Zweryfikować trzeba było plany dnia, tygodnia, miesiąca. Odwołać wizyty i wyjazdy.

No i jak nie zwariować? Chyba trzeba pozwolić sobie zwariować na chwilę! Przeżyć i dać sobie czas. Złe minie tak wiemy ale człowiek by tak do przodu chciał! Ukochajcie mnie! Będzie nas pewnie trochę tu w internetach mniej. Bo co mam pisać? Jak śpię snem maksymalnie przerywanym. Albo cewnikuje, podłączam pompy, podaje wlewki i leki? Jak daje się ohaftować po raz kolejny? Bo jak się tulimy to już wiecie. A na tym to będzie się opierało w najbliższym czasie.  Bo teraz najważniesze żeby Lili było najlepiej! Na insta pewnie najprościej będzie być z nami na bieżąco! I dodać nam trochę otuchy!

Ale nie poddamy się! Co to to nie!

 

Ona Ma Moc

Życie napisało scenariusz, natura stworzyła dziś piękną scenografię a Studio Filmowe LW 😉 zadbało o resztę.

Rolę główną zagrała jedyna Ona! Lilianna Waleczna!

Miłego oglądania!!

 

Oczami mamy: Jeden Procent

Kochani!
I choć 2017 rok przyniósł wiele zmian w naszym życiu to tak naprawdę wiele się nie zmieniło.
Takie to nasze życie jest. Nie da się pewnych rzeczy zmienić. I choć choroba Lili nie daje za wygraną staramy się nie płakać, wściekać i tupać nóżką.
Jest jak jest.
Jest po naszemu.
Może trudniej.
Może po prostu inaczej.
Trzeba cieszyć się tym co jest.
 Bo tak naprawdę nikt nie wie co i kiedy….
Ale czasem jest bardzo trudno.
Na przykład wtedy kiedy po raz kolejny prosimy Was o oddanie dla naszej córki 1% wcale nie jest nam łatwo.
Bo nie łatwo prosić o pieniądze.
Tym bardziej kolejny raz. Bo i mamy świadomość, że i Wam możemy już wychodzić bokiem ale i brutalnie uświadamiamy sobie kolejny raz, że nasze dziecko jest „wyjątkowe”.
Choć na codzień staramy się aby Lilka nie czuła swojej inności to takie chwile wbijają nam nóż w serce.
 Ale jest też dobra strona tej całej krępującej sytuacji – Wy. To, że o Lili nie zapominacie. Że pomagacie jej walczyć!
To dzięki Waszej pomocy Lilka może smakować życie!
Dlatego i w tym roku prosimy przekażcie swój 1% podatku dla Lilki.
Wystarczy, że:
w formularzu PIT wpiszecie numer:
KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%” podajcie:
17299 Krzyżosiak Lilianna Maria
Dla szybszej weryfikacji i księgowania wpłat bardzo prosimy nie wpisywać zdrobnień ani słów odmienionych przez przypadki
jak również słów: dla, na, leczenie, rehabilitacja, itp
Dzięki!
P.S.1 Tutaj możesz bezpośrednio się rozliczyć z US a dane dot. 1% dla Lilki są już uzupełnione!!! —> http://bit.ly/2ifBkAw
P.S.2 Udostępniając też pomagasz! Zaproś znajomych! Im więcej kibiców tym łatwej!

 

 

Ratunku!!!!

Tyle w temacie!
Buty zaraz wyczyścimy ale mama coś o ciasteczkach mówi dla Mikołaja ;-p
( albo sama ma ochotę ;-p hihih)
Poratujecie czymś dobrym??
Nie chce dostać rózgi!! 
Buziaki 
Wasza Lilijka